Otrzymaliśmy niepokojące doniesienia



Nowakowa: Otrzymaliśmy niepokojące doniesienia

Rzecz się dzieje parę lat temu. Pewnego lutowego, mroźnego poranku rodzinę Ratusińskich odwiedziło trzech pracowników ośrodka pomocy społecznej. - Otrzymaliśmy niepokojące doniesienia co funkcjonowania rodziny zastępczej zakomunikowali na progu. Jolanta i Andrzej Ratusińscy maja trójkę własnych dzieci, są też rodzina zastępczą dla Rafała i Przemka. - Dowiedzieliśmy się, że dzieci są u państwa zaniedbywane, że Rafałowi grozi śmierć, że dzieci są głodzone, nie leczone i że chłopiec ma łysienie plackowate - powiedziała później jednemu z dziennikarzy pani Budzyńska dyrektor ośrodka pomocy. Pracownicy przeprowadzili wywiad środowiskowy. "Wygląd dzieci wzbudził ich niepokój" - tydzień później ośrodek pomocy napisał we wniosku do sądu rejonowego i zażądał od sądu wydania "zarządzeń o przebadanie dzieci i rodziny przez biegłych specjalistów". Sąd wezwał Rapuścińskich. Termin rozprawy za miesiąc. Dla Ratusińskich to był trudny miesiąc. Ciągła obawa co będzie dalej, czy nie odbiorą nam dzieci. Trzydzieści koszmarnych dni i niespokojnych nocy. W małej miejscowości gdzie mieszkają Ratusińscy ludzie zaczęli krzywo patrzeć i źle gadać o rodzinie.

Nowakowa: Rafał kiedyś mówił a teraz nie mówi. To też o czymś świadczy

Rafał był jedną wielka zagadką, zresztą tak jest ze wszystkimi dziećmi trafiającymi do rodzin zastępczych. Trafił do Ratusińskich przez ośrodek adopcyjny, miał wtedy 3 lata. Wiadomo było tylko gdzie się urodził i że matka alkoholiczka została pozbawiona praw rodzicielskich. Psycholog z miejskiej poradni stwierdził, że dziecko "przejawia wiele symptomów choroby sierocej" i "prawdopodobnie funkcjonuje na granicy lekkiego i umiarkowanego niedorozwoju umysłowego". Rafał kiwał się, kręcił w kółko, ssał palce. Nie potrafił sam jeść, ubrać się, załatwiać, umyć, bał się wody. Po nocach wył i kaleczył się do krwi. I milczał. - On nawet nie umiał płakać - wspomina Jola. To dziecko było jak małe zwierzątko - kwituje Andrzej. . Po miesiącu zaczął mówić "mama". Ale wkrótce zapomni to słowo, gdy pół roku później u Ratusińskich zamieszka jego młodszy brat Przemek. Otoczyliśmy Rafała miłością, żeby mu zrekompensować te trzy lata cierpień. Ja byłam dosłownie na każde jego zawołanie. Gdy pojawił się Przemek, Rafał nie odstępował mnie na krok. Nie mogłam wyjść do ubikacji, nikt nie mógł się obok mnie położyć - opowiada Jola. Musiała jednak zająć się Przemkiem, poświęcić i jemu swój czas, troskę i uwagę. Chłopiec był jeszcze w gorszym stanie. Andrzej : - Leżał jak kłoda i nie pozwalał się dotykać. Został odebrany matce zaraz po urodzeniu. Nim trafił do Ratusińskich, pół roku spędził w szpitalu a drugie pół w domu małego dziecka. Ratusińscy postanowili, że teraz Andrzej skupi się na Rafale. Chłopiec jednak zamilkł na zawsze. Jola twierdzi, że to z zazdrości. Dopiero po roku opieki będzie się z tego uczucia cieszyć, - To znaczy, że Rafał się z nami w pewnym stopniu związał, co u dzieci autystycznych jest bardzo rzadko spotykane - tłumaczy.

Nowakowa: A wie pani skąd Ratusińska wytrzasnęła dietę dla Rafała? Z Internetu!

Diagnozę wczesnodziecięcego autyzmu postawiła chłopcom pani Iwona lekarz ze Specjalistycznego Ośrodka dla Dzieci. Od tej pory dzieci są pod opieką psychiatry dziecięcego w dużym mieście. Nikt wcześniej nie podjął się trudu dokładnego zdiagnozowania dzieci. Ratusińscy sami wyszukali te placówki. Po diagnozie ich życie się zmieniło. Kupili komputer a potem psa. O psie dowiedzieli się z Internetu, że towarzystwo psa otwiera dzieci autystyczne i że powinna to być suka rasy przyjaznej. Przemek szybko ją polubił. Natomiast Rafał i Dona omijają się szerokim łukiem. W chłopcu pozostała mściwa zazdrość. Problemy z Rafałem nie miały końca. - Pochłaniał ogromne ilości jedzenia. On nie gryzł, tylko dosłownie połykał całe kanapki, ziemniaki, kawały ciasta i nigdy nie miał dosyć. Pakował do buzi wszystko, co napotkał na drodze. Najdziwniejsze było to, że prawie nie przybierał na wadze. Bez przerwy miał biegunkę. W ogóle nie trawił. To była sama skóra i kości - opowiada Jola. Lekarze stwierdzili u Rafała alergię na białko mleka krowiego i zalecili dietę bezmleczną, ale to nie pomagało. Z pomocą znów przyszedł Internet. Jola weszła na forum rodziców dzieci autystycznych. Przeczytała tam o tajemniczej bakterii candida albicans, która powoduje przewlekła przewlekłą infekcję uszu. Rafał bez przerwy lądował w szpitalu na zapalenie uszu. Jola jeszcze raz przejrzała wyniki badań. W stolcu Rafałka była ta przeklęta bakteria. - Co z tego, że wyszła w wynikach, skoro nikt nie łączył jej z autyzmem i ze złą przemianą materii? pyta Jola. Rodzice z forum podrzucili Ratusińskim artykuły medyczne o kandydozie, chorobie wywołanej tą bakterią. Poradzili zastosować dietę bezglutenową. Jola skonsultowała to ze swoim lekarzem rodzinnym i powoli zaczęła eliminować z kuchni produkty z glutenem. W marcu wprowadziła dietę do swojej kuchni. Candida zniknęła ze stolca chłopca w trzy miesiące. - Od tego czasu do dzisiaj przytył 3 kg, a wcześniej przybierał półtora na rok. Zapalenie uszu ustąpiło. Rafał od marca nie był w szpitalu - cieszy się matka.

Nowakowa: Ratusińscy powinni dopłacać do tego interesu, a tymczasem wożą się samochodem z PeFRONu.

Jola otwiera szafę w kuchni. Kasza, ryż, makaron, wszystko jak w normalnej kuchni, tyle, że bez glutenu i kilka razy droższe. Nie na wszystko wystarcza z pieniędzy jakie otrzymują z ośrodka pomocy społecznej. Do wielu rzeczy muszą dokładać. Jola wychowuje dzieci, Andrzej nie zarabia zbyt wiele. Za niewielka pensję utrzymuje ciasne mieszkanie w bloku, "bezrobotną" żonę i pięcioro dzieci. Pani Jolanta zwróciła się do ośrodka z prośbą o spisanie umowy na świadczenie usług dla dzieci chorych w rodzinie zastępczej. Wyszło wtedy rozporządzenie, że można się o to ubiegać. Chciałam być zatrudniona, żeby chociaż ktoś opłacał mi ZUS - tłumaczy. Odpowiedź była odmowna z powodu braku środków. Kolejna prośba Ratusińskich dotyczyła dofinansowania do specjalistycznego szkolenia dla rodzin zastępczych. - Pieniądze na szkolenia przeznaczamy tylko dla rodzin zastępczych, które dopiero się tworzą, wyjaśnia odmowę Budzyńska, dyrektorka centrum pomocy rodzinie. Ratusińscy pojechali na szkolenie na własną rękę i już nigdy nie zabiegali o pieniądze. Planowali, żeby się postarać o auto w PeFRONie, ale zniechęciła ich ilość wymaganych dokumentów i perspektywa kolejnych rozmów i próśb z ośrodkiem pomocy. Ani ja, ani mąż nie mieliśmy zdolności kredytowej. Poprosiliśmy więc brata, żeby wziął kredyt - mówi Jola. Kupiliśmy dziewięcioletniego busa. Auto jeszcze nie spłacone, a już się rozpada. Dwa lata później rodzina po raz ostatni zwróciła się do ośrodka pomocy rodzinie. Chcieli poparcia od gminy sprawie dojazdu do specjalistycznego ośrodka dla dzieci autystycznych. Nie dostali. Pani dyrektor tłumaczy swoja decyzję tym, że w powiecie, na miejscu, jest dobry ośrodek edukacyjno - rehabilitacyjny, tyle, że ośrodek nie koncentruje się na pomocy dzieciom autystycznym. Ten który chcieli załatwić dla swoich dzieci skupia się wyłącznie na dzieciach autystycznych. W jednej grupie jest najwyżej czwórka dzieci. Każde z nich jest prowadzone indywidualnie. A w powiatowym ośrodku, są duże grupy, pracują młodzi ludzie zaraz po studiach, bez doświadczenia. Rafał i tak uczęszcza do tego ośrodka. Ratusińscy zawieźli tutejszych terapeutów do wojewódzkiego ośrodka, żeby zapoznali się tam z programem stymulacji polisensorycznej. Na prośbę rodziców powiatowy ośrodek wprowadził ten program dla Rafała, tak jak i dietę bezglutenową.

Nowakowa: Łysienie plackowate jest wynikiem stresu. Wiem bo byłam na kursie.

Gdy 4 lutego panie z ośrodka pomocy przyszły na wywiad środowiskowy, cała rodzina Ratusińskich chorowała na grypę. Rafał dostał serię zastrzyków, w sumie 35. Leżał w łóżku w pampersie. To na wypadek, gdyby popuścił mocz z powodu osłabienia przez chorobę - tłumaczy matka zastępcza. Rafał już nie potrzebował pampersów, bo od pół roku ma trening czystości. Zgodnie z grafikiem ułożonym przez opiekunkę wysadzany jest z coraz dłuższymi przerwami i załatwia się na sedesie. Jola podejrzewa, że ten trening mógł spowodować u chłopca łysienie, zresztą dla dziecka autystycznego jest wiele powodów do stresu. - Byłam z nim u lekarza. Powiedział, że przyczyną może być stres albo jakieś schorzenie dermatologiczne. Rafał przeszedł tyle różnych infekcji, że trudno jednoznacznie dopatrzyć się przyczyny w stresie - mówi. Wywiad prowadziła Nowakowa. Zauważyła placki na głowie i pampersa. - Stwierdziła, że Rafał był kiedyś pulchny i kazała mi wyjaśnić, dlaczego on ciągle choruje. Zważyłam przy niej syna i wytłumaczyłam, że przez ostatni rok przybrał jak nigdy. Nowakowa upierała się jednak, że Rafał bardzo źle wygląda i że ta dieta na pewno mu szkodzi. Zarzuciła mi, że trzymam w domu zbyt dużo leków. Nie pomogło tłumaczenie, że te leki są kupione według zalecenia lekarza rodzinnego. W końcu kazała mi rozebrać syna i dotykała jego pośladków. Drugi pracownik socjalny przeglądał dokumenty dotyczące choroby Rafała, a trzeci zadał tylko jedno pytanie: - "to co te dzieci jedzą". Jola otworzyła szafę z produktami, ale to nikogo nie przekonało. Od 4 lutego Rafał znowu sika w majtki.

Nowakowa: Ja nie wierzę w opinie, bo ludzie co innego piszą, a co innego mówią.

Ośrodek pomocy dał Ratusińskim dwa tygodnie na dostarczenie wyników badać krwi Rafała. Pani Jola była u Budzyńskiej już po pięciu dniach od wywiadu nie tylko z wynikami stwierdzającymi brak anemii u syna, ale z całym plikiem opinii od specjalistów. Jedno ze stowarzyszeń skupiających rodziny zastępcze pisze w opinii. "To nasza sztandarowa rodzina". "Rafał i Przemek są objęci leczeniem w naszej poradni. Cierpią na autyzm wczesnodziecięcy w ciężkiej, głębokiej postaci. Trudno poddający się oddziaływaniu terapeutycznemu, jak i farmakoterapii. Mimo to u Rafała w porównaniu ze stanem wyjściowym udało się uzyskać poprawę w jego funkcjonowaniu i pewien postęp w rozwoju psychomotorycznym i emocjonalnym. Poddaje się niektórym poleceniom, pokazuje przywiązanie do rodziców, siada na kolana, przytula się jest pogodnym dzieckiem. Przemek jest bardzo opóźniony w rozwoju psychoruchowym i umysłowym, jednak zauważalna jest pewna poprawa w kontakcie emocjonalnym i kontakcie z otoczeniem. Obaj chłopcy wymagają wieloletniej terapii w różnych formach. Rodzina systematycznie przyjeżdża na konsultacje" - napisał psychiatra który leczy chłopców. "Od marca obserwuję stopniową poprawę stanu psychicznego i ogólnego dzieci. Ustąpiły biegunki, zmniejszyła się częstotliwość zachorowań infekcyjnych. Dzieci nie wymagały od tego czasu hospitalizacji. Rafał przybiera na wadze. Nie stwierdzono u niego anemii niedobarwliwej." - zauważyła specjalista chorób dziecięcych, lekarz rodzinny Ratusińskich. Nawet z opinii pedagogicznych powiatowego ośrodka edukacyjno - rehabilitacyjnego wynika, że Rafał po zastosowaniu diety bezglutenowej zaczął kontrolować apetyt. Budzyńska oświadczyła Jolancie, że jest już za późno, bo sprawa trafiła do sądu. W jej wniosku znalazło się zdanie, że wizyta domowa u Ratusińskich odbyła się w wyniku "anonimowego zgłoszenia" od jednej osoby. Znam ją. Prosiła, żebym nie ujawniła jej danych. Mogę tylko powiedzieć, że jest przedstawicielem pewnej instytucji - zdradziła mi dyrektorka ośrodka pomocy.

Nowakowa: Ona nie prosi, tylko żąda.

- Pani Ratusińska wszelkimi sposobami próbuje załatwić coś dla dobra dzieci. Sama jestem matką i też bym tak robiła. Ale ona ma postawę roszczeniową - oburza się Budzyńska i zaraz się zarzeka - Ja nie stoję po żadnej stronie barykady. Dla mnie liczy się tylko dobro Rafałka. - Nie mogliście spytać o chłopca specjalistów, od razu trzeba było iść do sądu? - pytam. - Nam opinie specjalistów nic nie powiedzą, bo my w dziedzinie autyzmu nie mamy żadnych kompetencji. Dlatego nigdy nie mogliśmy pomóc rodzinie Ratusińskich. Dyrektorka ośrodka pomocy jest z wykształcenia ekonomistką, a jej zastępca lekarzem weterynarii z wieloletnim stażem na stanowisku zastępcy burmistrza. Nowakowa też jest ekonomistką. W czasie wizyty u Ratusińskich mogła ocenić stan pośladków Rafała, bo jej dziecko też dostawało zastrzyki. Dlatego wywiad podpisała trzecia kontrolująca osoba, jeden z trzech pracowników socjalnych w całym ośrodku pomocy. - Świadczymy głównie pomoc finansową. Odwiedzamy każdą rodzinę zastępczą raz na rok. Zgodnie z przepisami, bo wywiad środowiskowy należy przeprowadzić w rodzinie nie rzadziej niż raz do roku. Częściej się nie da, bo mamy aż sto rodzin zastępczych oświadcza Budzyńska. Zresztą na swoim koncie ma sukcesy. Chwali się, że pięć razy doprowadziła do likwidacji rodziny zastępczej. Raz dziecko było trzymane w klatce, a innym razem nosiło szalik zamiast pieluchy. Czy wtedy też miałam pytać specjalistów?

Nowakowa: Czy ja już mogę iść do domu, bo moje dziecko czeka?

Na sto rodzin zastępczych w powiecie zaledwie 16 to rodziny niespokrewnione. Specjalistyczne szkolenia przeszła tylko połowa z tej 16, w tym Ratusińscy. Nikt prócz nich nie ma dzieci autystycznych. Lidia Domańska, specjalistka od dzieci sierocych powiedziała mi, że chłopcy mają nikłe szanse na adopcję. Ratusińscy mogli z czystym sumieniem oddać je do jakieś placówki. Ale co robi Jola? Żyje dla tych dzieci. Od lat nie była na żadnym urlopie, nie miała nawet wolnego dnia, a ja wiem, jak wyczerpujące jest bycie z dziećmi autystycznymi. Są nadwrażliwe, wrzeszczą, w ataku szału potrafią nawet rzucić się na ziemię. Oni starają się żyć jak normalna rodzina. Mają prawo do roszczeń. Nie ubiegają się o własne korzyści, tylko o lepsza opiekę nad dziećmi. Dlatego są solą w oku miejscowych władz. Bez przerwy udowadniają im brak kompetencji. Pani Jolanta już nie raz słyszała, że chłopcy to są "dzieci z innego województwa", "nie nasze". "Bachory z domu dziecka". "Hałas robią". "Po co ona tak jeździ z tymi dziećmi". - Co teraz ludzie powiedzą? - martwi się Jola, już doszły mnie plotki, że im słodyczy odmawiam. Domańska obawia się, że cała ta sprawa może zaburzyć dobrą atmosferę w rodzinie. Jolanta - Tracę sens mojej sześcioletniej pracy. Ośrodek pomocy rodzinie nie wycofał wniosku z sądu, sąd rodzinny zarzuty oddalił, Ratusińscy z dziećmi przeprowadzili się do innego powiatu.

Nazwiska bohaterów reportażu zostały zmienione, autorka reportażu jest znana rodzinie Ratusińskich. Ten reportaż nie ukazał się w mediach, ponieważ nie było dobrej woli ze strony redakcji w której pracowała autorka reportażu. Uznaliśmy, że warto po latach wyciągnąć ten tekst z szuflady, bo pomimo upływu lat, historia Ratusińskich jest historią wielu współczesnych rodzin zastępczych.


Poprzedni Home Następny